„Luomo – Plus” na duży minus

Skandynawia + elektroniczne dźwięki = Trentemoller, Ost & Kjex, Nils Noa, Prins Thomas i oczywiście Luomo. Pierwsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy gdyby obudzili mnie faceci w kominiarkach o pierwszej w nocy i bez namysłu kazali odpowiedzieć na podobne pytanie. Do końca nie potrafię wyjaśnić dlaczego ta grupa zimnokrwistych artystów siedzi tak głęboko w mojej głowie, ale głównym argumentem który się posłużę to: dobra muzyka.

Tak miało i być w przypadku nowego albumu Vladislava Delaya, którego przechrzczę na rodzimego Władka. Z zagryzionymi wargami mocno wyczekiwałem premiery albumu „Plus”, pełen nadziei kolejnych ciepłych deepowych basów i przyjemnie stukających hi-hatów. Ostrzegawcza żaróweczka pojawiła się już przy odsłuchaniu dostępnych na Soundcloudzie trzech numerów z najnowszego albumu. Coś mi tu śmierdziało. Odczekałem jednak cierpliwe do oficjalnej premiery całego materiału, co by nie rzucać pochopnie epitetami.

Nastał sądny dzień.  Szybka akcja Beatport, download, add the list, play. Pierwsze przesłuchanie na laptopie, drugie na większym sprzęcie grającym i w końcu trzecie na słuchawkach. Przespałem się i ponownie zapętliłem powyższą czynność. Po kilku odsłuchach nowego dzieła Władka nasuwa mi się często używane w internecie zwięzłe twierdzenie – What the fuck?, wypowiedziane mniej więcej w ten sam sposób.

Już pierwszego numeru Luomo zewsząd bombarduje nas synth-elektro-nudisco-popowymi samplami. Jestem ciekaw skąd ta fascynacja? Czyżby Władek dostał w prezencie syntezator Minimoga? Całość brzmi bardzo jednolicie. Może płasko byłoby obraźliwym stwierdzeniem, ale naprawdę ciężko jest mi zdzierżyć ponad godzinne brzmienie syntezatorów i plumkających automatów perkusyjnych z końca lat ’80. Przykładem niech będzie numer „Immaculate Motive”, który brzmi jak jeden z tysiąca podobnych kompozycji Jean Michel Jarre’a. Równie dobrze nadwałby się na soundtrack do filmu – Łowcy Androidów.

Z dziewięciu tracków, przystałem na dłużej przy 2 (słownie: dwóch) – „How You Lok” oraz „Medley Through”. Pierwszy z nich to dla mnie stary, dobry Luomo. Charakteryzuje go ciepła i dudniąca stopa w rytmie 4/4 plus rozpływający się przefiltrowany męski wokal. Z każdą minutą nabiera tempa, aż w kulminacyjnym momencie czekamy i myślimy – „kurwa kiedy ten breakdown!”, którego finalnie się usłyszymy, a numer kończy się kwaśną sieczką. „Medley Through” to znowu bardzo przyjemnie płynące techno z małą domieszką kultowego Rolanda tb-303. Jest pięknie!

Nowa odsłona Vladislava Delay’a na pewno nie przypadnie wszystkim do gustu. Jako, że nigdy nie byłem zwolennikiem synthpopu i elektro dołączam się do grupy niezadowolonych i grymaszących fanów fińskiego producenta. Z drugiej strony autor chciał się pokazać z innej, nowej strony. Czy mu się udało? Oceńcie sami. Oby tylko nie było tak jak z albumem „The Outsider – DJ Shadowa”, który poszedł na całość i stracił więcej fanów swojej twórczości niż zyskał. Nasuwa się prosty wniosek. Ludzie po prostu najzwyczajniej nie lubią zmian.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Google Buzz

Facebookowe komentarze:

Pozostaw wpis

*